Tygodnik Tucholski
ul. Karasiewicza 3
89-500 Tuchola

Tel: 52 334 88 88
Fax: 52 334 88 88

listy@tygodnik.pl
Tygodnik Tucholski: | 2005 | | numer 3/2005 |
Cztery osoby zginęły na miejscu, jedna zmarła w szpitalu, a dwie zostały ranne
Czarny czwartek
Trzynasty stycznia okazał się być tragicznym dla mieszkańców powiatu tucholskiego. Tylko jednego dnia doszło tu do dwóch wypadków, w których zginęło pięć osób: bracia z Gostycyna, ich szwagier z Małej Kloni oraz nauczyciel ze Stobna. Następnego dnia w szpitalu zmarł też syn nauczyciela. Przez cały ubiegły rok na drogach powiatu zginęło sześć osób.

– Tych tragedii nie dało się uniknąć. Drogi były tak śliskie, że nawet nasz samochód, którym jechaliśmy do wypadku wpadał w poślizg – mówią policjanci.

Pierwsza tragedia

Wszystko zaczęło się około godziny 6.00 rano. Na oblodzonej drodze z Łyskowa do Gostycyna zderzyły się czołowo: daewoo nexia i fiat 126 p. Jak do tego doszło? Najprawdopodobniej – tak wynika z policyjnych ustaleń – kierowca jadący fiatem od strony Gostycyna wpadł w poślizg. Samochód zjechał na przeciwny pas ruchu i zderzył się z jadącym z naprzeciwka daewoo. – To było czołowe zderzenie obu pojazdów – opowiada Jan Kociński rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Policji w Tucholi. – Malucha obróciło o 180 stopni. Samochód zawiesił się na pobocznej barierce.

Oba auta stanęły w ogniu. Kierowca daewoo wydostał się o własnych siłach z pojazdu i próbował jeszcze gasić malucha, niestety bezskutecznie. W samochodzie policja znalazła ciała dwóch braci z Gostycyna (28 i 30 lat) oraz ich szwagra z Małej Kloni (31 lat). Nieoficjalnie wiadomo, że mężczyźni jechali tego ranka do pracy do Rudzkiego Mostu. Kierowca nexii, 46-letni tucholanin, został przewieziony do szpitala.

Kolejna tragedia

Na tym niestety nie koniec. Kiedy strażacy rozcinali karoserię spalonego malucha, otrzymali następne zgłoszenie. Tym razem z okolic Białowieży. Około godziny 800, na trasie Tuchola – Raciąż, kierowca opla omegi uderzył w przydrożne drzewo. Nauczyciel gimnazjum w Stobnie zginął na miejscu. Pasażer, jego nastoletni syn, został w stanie ciężkim przewieziony do szpitala.

– Tak jak przy pierwszym przypadku, tak i tu, przyczyną wypadku była oblodzona droga. Najprawdopodobniej kierowca zjechał nagle z mokrej nawierzchni, na śliską. Nie zdołał wyprowadzić samochodu z poślizgu i uderzył w drzewo – wyjaśnia Jan Kociński.

Dwie kolizje

W czwartek doszło również do kilku kolizji. Między godziną 8.00 a 9.00, w okolicach Bladowa, z drogi wypadł samochód ciężarowy.

Wcześniej w lesie na wysokości Żółwińca, w poślizg wpadł ford transit. Samochód zatrzymał się dopiero na przydrożnych drzewach.

– Na szczęście w obu przypadkach nikomu nic się nie stało – podkreślają policjanci.

(^^Drogowcy: – Mamy dwie godziny na reakcję

Tego dnia, wcześnie rano, przymroziło. W wielu miejscach drogi zostały ścięte lodem, co znacznie pogorszyło warunki jazdy. Tymczasem policjanci w nieoficjalnych rozmowach narzekali na opieszałość drogowców. – Dzwonimy do nich z sygnałami na temat warunków na drodze. Wskazujemy konkretne miejsca, w których jest ślisko. Oni podejmują działania dopiero po kilku godzinach – opowiada jeden z funkcjonariuszy.

Żadnych niedociągnięć nie zauważa jednak Bogdan Ryl, zastępca dyrektora Zarządu Dróg Powiatowych. – Sytuacja dzisiaj (rozmawialiśmy w dniu tragicznych wypadków – wyj. red.) była specyficzna. Zdarzał się na drogach zamróz lokalny. Działaliśmy zgodnie z przepisami. Według nich mamy 2 godziny na reakcję przy zmianie warunków atmosferycznych. Nasz dyżurny wprowadził procedury w porę. Nie czekamy nigdy na telefony policjantów – tłumaczy.

Sprawdziliśmy też, co na ten temat ma do powiedzenia Janusz Dąbka, szef Rejonu Dróg Wojewódzkich. – Nikt się nie spodziewał zaistnienia takich warunków. Trzeba było w związku z tym uzbroić się w cierpliwość. Musi być ściągnięty kierowca. Potem należy załadować samochód. To musi potrwać – tłumaczy.^^)
Opracowali: Robert Grygiel, Łukasz Zep

Wydawca "TT"
FORTUNA RADZI...
PORTRET POWSTAŃCA
© 2006 papilar.pl